Belek znamy przede wszystkim od jego wypielęgnowanej strony: pola golfowe, palmowe aleje, bary przy basenie. Morze tuż obok to zupełnie inny świat — turkusowe zatoki, do których dopłynie tylko łódź, wybrzeże z sosen i gór przesuwające się za burtą i woda tak przejrzysta, że w czasie kąpieli widzisz własny cień na dnie.
Dzień zaczyna się od pukania do drzwi hotelu i przejazdu wzdłuż wybrzeża do portu w Side, gdzie czeka już galeon — malowany kadłub, olinowanie, pirackie flagi, wszystko jak trzeba. Potem ster przejmuje załoga: kotwica opada w osłoniętych zatokach na długie, spokojne kąpiele prosto z burty, między postojami na pokładzie gra muzyka i wybucha piankowa impreza, a piracka animacja zajmuje dzieci, gdy dorośli okupują górny pokład.
Około południa obiad schodzi prosto z pokładowego grilla i smakuje najlepiej w morskiej bryzie. Po ostatniej kąpieli i chwili na leżakowanie galeon wraca do portu, a transfer odwozi cię do hotelu — słonego od morza, nagrzanego słońcem i najedzonego.